Krystyna Kwiatkowska

1953÷2005

Gdy jeden człowiek podaje rękę drugiemu diabeł ucieka, bo nic nie wskóra przeciwko dwóm.

Baldr

Urodził się na dalekiej, barbarzyńskiej północy jako syn boskiej Frigg, królowej miejscowych bogów.

Jako królewicz mieszkał oczywiście w Asgardzie (taki prowincjonalny Olimp) i z racji pochodzenia mógł w  przyszłości liczyć na jakieś wysokie stanowisko.

Między nami mówiąc, był dzieckiem dość przeciętnym. Nie odznaczał się ani wybitną siłą, ani inteligencją, a  złośliwa natura poskąpiła mu nawet walorów przydatnych w resorcie płodności. Był jednak pogodnym, sympatycznym chłopcem, ulubieńcem i maskotką całego Asgardu.

Ale dla matki był przede wszystkim - jedynakiem.

Jedynak to istota przedziwna: doskonale piękna, wymaga nieustających zabiegów kosmetycznych; doskonale mądra, musi podlegać ciągłej i  czujnej kontroli; obdarzona gołębim sercem i  wszelkimi przymiotami ducha, z  niejasnych powodów budzi wrogość w  każdym, kogo napotka. Tak więc najlepiej jest, gdy nie oddala się zbytnio od mamusi.

Frigg godzinami trefiła loczki malca, różowała mu policzki i zabraniała zabaw z  nieokrzesanymi Asami; a  gdy któryś z  nich dał mu w  skórę, podnosiła wrzask, który słychać było nawet po drugiej stronie Bałtyku.

W ten sposób Baldr z  miłego chłopca przepoczwarzył się w  rozwydrzonego paniczyka, szczerze znienawidzonego przez wszystkich mieszkańców Asgardu.

Frigg jednak nie na darmo była boginią i królową bogów. Wezwała przed swoje oblicze wszystko, co się rusza lub pod pewnymi warunkami ruszać się może, jako to: wodę, ogień, skały, pioruny i  wszelką istniejącą broń, zakazując im w jakikolwiek sposób skrzywdzić jej ukochanego syna.

Ani łuk, ani topór, ani trzęsienie ziemi nie mogło od tej pory zagrozić szczeniakowi, który bezczelnie grał na nosie rozwścieczonym Asom.

Wtedy to wychynął z cienia niejaki Loki, osobnik podejrzany , lecz w pewnych sytuacjach użyteczny. On to wywęszył, że lista Frigg nie była kompletna: bogini przeoczyła maleńką jemiołę, jako zbyt słabą i kruchą, by mogła stanowić zagrożenie dla kogokolwiek. I w ten właśnie sposób, ugodzony gałązką jemioły, zginął Baldr, a na jego twarzy jeszcze długo po śmierci utrzymywał się wyraz nieboskiego zdumienia.

Frigg nigdy już nie zdecydowała się na następne dziecko, lecz kolejne generacje bogiń-matek niestrudzenie pracują nad udoskonaleniem listy, skreślając mityczne twory i  ginące gatunki, a dopisując nowo odkryte wirusy, kosmitów i wściekłe myszy w podmiejskich zagajnikach.

Mówi się, że koniec świata nastąpi wtedy, gdy dokument, zwany listą Frigg, zostanie przez swoje twórczynie uznany za zamknięty.

Wykonanie strony: Rafał K. Sikorski; © Krystyna Kwiatkowska; Hosting: www.gryzzly.com