Krystyna Kwiatkowska

1953÷2005

Brak wyboru jest także wyborem. Tyle, że najgorszym z możliwych.

Dafne

Dafne nie była taka jak inne nimfy.

Szyła, prała, gotowała i z zapałem uprawiała swój ogródek, w którym nie było nikomu niepotrzebnych kwiatów, lecz pożyteczne warzywa, na przykład cebula, dobra na przeziębienia, i szałwia, która zabija przykry zapach z ust. A kiedy lato miało się już ku końcowi, w jej spiżarni rosły szeregi słojów z konfiturami.

Dafne żyła samotnie. Nie lubiła swoich płochych, rozbawionych siostrzyc.

Najbardziej jednak drażnił ją Apollo, ten jasnowłosy przybłęda z Olimpu, perwersyjny, zniewieściały i jeszcze, jak na urągowisko, obdarzony uwodzicielskim głosem i ciałem godnym boga.

Wiecznie otoczony tłumem kochanek i kochanków.

Im goręcej go nienawidziła, tym częściej on, jakby na złość, stawał na jej drodze. Widywała go w lesie i nad strumieniem, aż w końcu zdarzyło się, że główka cebuli uśmiechnęła się i zanuciła coś cichutko jego głosem.

Jego twarz odbijała się w błyszczących rondlach, ścierka do podłogi układała się w kształt jego ramion, a bryły koziego sera nabierały jego rysów.

- Matko Ziemio - załkała w końcu Dafne - uwolnij mnie od niego, uczyń jakąś pożyteczną rośliną!

I Ziemia przemieniła ją w drzewo bobkowe. Apollo zaś, który poprzednio ledwie że zdawał sobie sprawę z istnienia nieszczęsnej nimfy, zadumał się teraz nad jego losem i rzekł:

- Kochałaś mnie,choć na opak. Odtąd więc będziesz wieńczyć skronie poetów, na znak, że nienawiść ziemian częściej im będzie nagrodą niż ich miłość, a także, by triumf nie przyćmił w nich nigdy cierpienia i szaleństwa, z których wyrasta pieśń jak drzewo z ziemi.

- A także - dodał po chwili drwiącym tonem wiecznego playboya - by nie popadli w zbytnią zarozumiałość. Piękno, bądź co bądź, można potraktować jak zwykłą przyprawę do zupy.

Wykonanie strony: Rafał K. Sikorski; © Krystyna Kwiatkowska; Hosting: www.gryzzly.com